Konwent to impreza, która na dwa dni zamienia miejsce eventu w jedno wielkie tattoo studio, gdzie spotykasz artystów i bezwstydnie poobserwujesz ich pracę na ''żywym płótnie''. Dobre miejsce, by zobaczyć jak wygląda cały proces robienia tatuażu i zdecydować się na ten pierwszy (mimo, że czasami dziarani przez cały dzień lub więcej nie wyglądają zbyt zachęcająco) albo złapać inspiracje na kolejne.
Dźwięk pracujących maszynek, zapach świeżego pigmentu i wibrujące kolory, to coś co zaraża mnie miłością do tatuaży coraz mocniej. Plus możliwość rozmowy z artystami, zrobienia piercingu (co mi tym razem, w przeciwieństwie do katowickiego wypadu nie wyszło przez antybiotyki - eh, uzależnienia :( ) i performance alternatywnych artystów - wszystko co ucieszy zajaranych ową sztuką. Warto być i zobaczyć na własne oczy. Ja już czekam na kolejny!
Poniżej kilka moich ''krzywych kadrów'' a niebawem o tatuażach coś więcej ;)
Cześć, bardzo fajny blog!
OdpowiedzUsuńCo do tatuaży, to zawsze chciałam mieć jakiś i może za niedługo w końcu się zdecyduję na małe odciski psich łapek <3
Zapraszam na mojego bloga: http://easy-peasyday.blogspot.com/