Wiem, znów nie wywiązałam się z obowiązku pisania tutaj jakoś regularniej, ale porywa mnie cały czas wakacyjny melanż w formie imprez i zwiedzania Polski ( bo znów nie udało mi się wyjechać ''choć trochę'' za granice, czyli nawet do pieprzonego Berlina, nie mówiąc już o krainie rozpusty, jaką jest Amsterdam). Dlatego frekwencja (?) odwiedzin jest jaka jest, 90% was to moi facebookowi znajomi, reszta to osoby które fejsa nie mają, a z sympatii do mnie śledzą (jeśli jest co) wpisy, wiec bardzo wam dziękuję, że mimo mało zachęcających linków wbijacie tutaj i czytacie. Zostawiajcie coś po sobie, bo zależy mi na jakiś opiniach. Komentarze są anonimowe, a zawsze to milsze niż same statystyki, więc zachęcam. Nie zachęcałabym was, gdybym nie wiedziała że mam styczność z osobami, które stać na dobrą opinię. Nie zawsze jednak macie możliwość mi powiedzenia tego w cztery oczy, więc nastukajcie coś czasem w klawiaturze, aby tej zagubionej w swojej egzystencjalnej zajebistości dziewczynie czasem było miło :)
A teraz do rzeczy. Jak wiecie zapewne, (albo co widać tam po prawo na zdjęciu ----> ) jestem blondynką. Zazwyczaj zaznaczam, że nie z natury, więc zaznaczę także teraz. Dojście do tego koloru sprawiało mi wiele frajdy, ale także ubytków w strukturze włosa, a proces kolorystyczny przebiegał mniej więcej w tej kolejności : brąz, karmelowy brąz, rudy (!) , coraz jaśniej, coraz jaśniej i jest to co teraz. Miałam okazję tak eksperymentować prawie co dwa tygodnie, gdyż pracownia fryzjerska w szkole, którą już (na szczęście) skończyłam, bogata była w różne specyfiki i dawała ową możliwość zmian wizerunku. Nie będę się jednak skupiać na sztuce fryzjerskiej, a na samym kolorze BLOND.
Ostatni numer magazynu Glamour nie byłby mnie, gdybym blondynką obecnie nie była. Jest bowiem skupiony tylko i wyłącznie na jasnowłosych. Liczne wywiady z blondynkami i ich opinie na temat życia z tym kolorem na głowie, psychologiczne rozkminy, działanie na facetów, na swój nastrój i ''jakie to było straszne gdy przefarbowałam się na brąz! To była pomyłka mojego życia''. Oczywiście redaktor naczelna (którą swoją drogą dosyć szanuję, za to że glamour nie stał się kopią cosmopolitanu, czyli że seks w tej gazecie jest na miejscu ostatnim po modzie, urodzie, kulturze, psychologii i inspiracjach) w edytorialu podkreśla, że nawet jeśli jesteś ruda, czarna czy niebieska musisz ''znaleźć swoją wisienkę, coś co odróżni Cię od koleżanek''. Ową wisienką nie musi być rozjaśnienie, tylko np. (i tu redaktor wymienia) ''kształt brwi, a może dziurka w jednym uchu? Najlepiej zmień coś, co już Ci się naprawdę znudziło, a potem zrób sobie selfie i prześlij do redakcji. Też chcę to zobaczyć! ''. Ja prześlę może swój nowy tatuaż, albo pluga w jednym uchu. Podobno jesienią modne będzie noszenie kolczyków w jednym uchu - ja idę o krok dalej i rozpycham ucho do tunelu. Jaka ja jestem crazy!
Ale wracając - mimo zapewnień na wstępie, że wszystkie jesteśmy wyjątkowe, te które blondynkami nie są, mogą czuć się nieco dyskryminowane. Każdy dział bowiem jest poświęcony blondynkom, każda strona zawiera zdjęcie jakiejś blondynki, i zawsze jakaś blondynka ma coś na ten temat do napisania. Gwiazda numeru - Ola Rudnicka wciela się nawet w Marylin Monroe, czyli boginię blondu samego w sobie. Mało kto wie, że tej seks bombie wszech czasów od rozjaśniacza wypadały całe pukle włosów, które co rano znajdywała na poduszcze. Była to zapewne część jej kryzysu, bo jak wiadomo charakterystyczna fryzura była częścią jej samej zaraz obok pieprzyka nad ustami. Obok Marylin Glamour przedstawia wizerunki innych blondynek, wśród nich: Debbie Harry, Ellen Degeneres, Brigitte Bardot, Rite Ore, moją ukochaną Countrey Love, a nawet Księżną Dianę. Tak więc, czy blond jest przepisem na sukces w życiu, miłości, karierze?
''Fakty są takie : Blondynki są pod każdym względem bardziej seksowne, prowokujące, inspirujące, niewinne''. I cytacik wszystkim dobrze znany : ''MĘŻCZYŹNI WOLĄ JE OD BRUNETEK''. Oto moja odpowiedź:
Mam nadzieję, że panowie się zgadzają.
Podsumowując, wszystko jest kwestą gustu, ponadto mam wrażenie, że dziś świadomi mężczyźni (nie ''chłopcy'') biorą pod uwagę wygląd nadal na pierwszy rzut oka, ale już przy pierwszej rozmowie są w stanie zrzucić to na drugi plan i rozważać bardziej naszą osobowość. Owszem, jasny kolor teoretycznie dodaje nam delikatności, subtelności i wdzięku. Ale cóż z tego jeśli połączymy to z solarą, doczepkami, masą tapety i wulgarnym strojem? To już lepiej być brunetką w trampkach i dresie.
Co do sukcesów, myślę przynajmniej ja, że kolor włosów ma mały wpływ na nasze życiowe szczęście. Bardziej liczyłabym tu na determinację, pewność i świadomość siebie. Jeśli wygląd ma nam w tym pomóc, to czemu nie, ale zachowajmy dystans.
Idąc myślą pani redaktor i zwracając się teraz tylko i wyłącznie do żeńskiej części czytelniczek : znajdź coś, co doda Ci pewności siebie, nie zapominając, że to Ty jesteś tortem, nie samą wisienką ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz