sobota, 3 maja 2014

Truskawkowe musujące życie przed maturą.

   Cudowne powietrze, orientalne pierogi, szalony pies i pies którego nikt nie głaszcze, wyspa, trochę wody, rudy spasiony kot. Klimat sielski niczym u ''Chłopów'' Reymonta i ''Nad Niemnem'' Orzeszkowej. Wieś wsi nie równa, są lepsze i gorsze, choć te zdania muszą być totalnie subiektywne, a więc nie o tym.
   Matura pojutrze, a ja naukę mieszam z nocnymi wypadami do McDonalda, kina i Tesco otwartego 24h po żelki. Poza tym uzupełniamy braki polskiego humoru rzeczami pod tytułem ''Chłopaki nie płaczą'' czy ''Nic śmiesznego''. Rozlewam truskawkowego szampana na oczach Moniki patrzącej na mnie przez Skype, ryję banie Grześkowi puszczając mu ''Krzycz Trybson!'' i ''Nakurwianiem węgorza'',a kładę się najwcześniej o 5 rano, najpóźniej 7. Tak więc uczyć się nie uczę, zostały drobne powtórki, co równa się mniejszemu stresowi w poniedziałek. 2 lata nauki WOSu ogarnięte przez tydzień i już wiem o co chodzi w tej całej polityce. Szkoda że teoria nie nakłada się w polskim przypadku na rzeczywistość.


Tym razem i ja wcieliłam się w fotografa. Poniekąd ;)









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz