Wiem, że dawno mnie nie było, ale usprawiedliwiam się włożeniem całej weny w przygotowania do wszystkich egzaminów. Obiecuję się poprawić i nadać regularności temuż przedsięwzięciu. Tym bardziej że kilka postów czeka. Ale dziś, na koniec pewnego etapu w życiu moim, jak i wszystkich tych co zdali, oraz pod te solidne wakacje - recenzja matury 2014. Zapraszam.
Zapewne więcej niż połowa maturzystów poczuła serce w gardle po otwarciu arkusza, kilka minut po 9:00 dnia 5 maja. Kiedy to było, prawda? I choć ''Potop'' przynajmniej u mnie wywołał nie lada lęk, lęk tak wielki, że od razu zabrałam się do ''Wesela'', to ten pierwszy okazał się szczęśliwy. Wszystkie dane potrzebne do napisania pracy znaleźć można było w tekście. CKE wymagała jedynie lekkiej znajomości postaci Kmicica. Radziwiłłem nie trzeba było się przejmować, bo jego charakterystyki nawet nie wymagano. Moja praca - pisana pół godziny przed końcem (traciłam czas na interpretacje ''Wesela''), w stresie, bez sprawdzania, ze znajomością postaci Kmicica i interpretacją tekstu uzyskała ponad 70%.
Jak zdać polski : Nie sugeruj się książką. Mi bardziej podobało się ''Wesele'' a całą rodzinę prosiłam o modlitwę by nie było ''Potopu''. Jeśli wybór na pierwszy rzut oka nie wydaje Ci się prosty, zrób tabelkę utwór pierwszy vs. utwór drugi i wypisz od myślników wątki które zawarłbyś w pracy. Tam, gdzie masz więcej do ''napisania'' znaczy że więcej napiszesz, bo bardziej znasz. Więc pisz.
We wtorek było gorzej. Pisze do was osoba, która po gimnazjum matmy się nie uczyła. Jakbym zapomniała, że jest ona obowiązkowa. Stres przyszedł kilka miesięcy przed majem, kiedy to z ''operonem'' zdałam na 21%. Mimo to, nie spanikowałam, nie traciłam czasu na szukanie najlepszego w mieście korepetytora ani nie nadszarpnęłam domowego budżetu na prywatne lekcje. Założyłam duży zeszyt i poświęciłam góra dwa tygodnie na przerobienie wszystkich działów przy pomocy... filmików z YT. I w tym momencie pragnę podziękować panom, którzy takie filmiki montowali - dzięki wam zdałam na szczęśliwe 50%, drżąc cały czerwiec, czy aby nie znajdę się w grupie uczestniczących na sierpniowych poprawinach. Bo nie oszukujmy się - dla ludzi czekających na studia to droga pod górkę.
Aby zdać matme polecam się grubiej pouczyć nieco wcześniej niż miesiąc przed. Zgromadź repetytoria, każde vademecum i filmiki z mistrzowskimi tłumaczeniami. A jeśli nie jesteś samoukiem, pochodź na dodatkowe z matmy w szkole, ewentualnie już wydaj na te korki. Ale jeśli nie pomagają książki, zadania i nauczyciel, nie licz na korepetytora-cudotwórcę. Licz na szczęście i 30 %. Podczas egzaminu spróbuj rozwiązać każde zadanie otwarte. Nawet za wypisanie danych są punkty. 5 punktów to 10%, czyli zwiększamy szanse na zdanie każdym kolejnym. O zostawianiu wolnych krateczek na testowym, chyba nie musze wspominać. Nawet jak totalnie nie macie pojęcia, strzelać. Zawsze prawdopodobieństwo strzału wynosi 25%. Dobra, dość tych liczb.
O angielskim trudno mi się wypowiedzieć obiektywnie, bo nigdy jakoś nie miałam z tym językiem problemów. Moje powtarzanie do egzaminu polegało na przypomnieniu sobie zwrotów w listach i czasów. Nie jest przecież możliwym wykucie na pamięć całego słownika, tym bardziej kilka tygodni przed i nawet jak się śpi mając go pod poduszką. Wydaję mi się, że w czasach dzisiejszych, gdzie angielski jest wszędzie nie można nie zdać tej matury. Dla mnie angielski był jedynym przedmiotem, którego całkowicie uczyłam się w szkole,a odrobienie pracy domowej zajmowało mi 5- minutową przerwę przed lekcją. Dobry nauczyciel potrafi zdziałać cuda. A dobry nauczyciel to taki, który mówi na lekcji po angielsku cały czas i pozwala Ci po angielsku cały czas mówić. Ja miałam to szczęście, że trafiłam na nauczycielkę kochającą ten język i zaangażowaną w nauczanie w pełni.
Jak zdać angola.Używanie trzech czasów simple, czyli past simple, present simple i future simple wystarczyło u mnie na zdanie matury w 85%. Reszta to znajomość słownictwa. Im bogatsze, tym lepsze rozumienie tekstów i ciekawsze listy. Słówek się warto uczyć jak najwięcej, zawsze trochę w głowie zostanie, plus polecam tłumaczenie sobie ulubionych piosenek :)
Reszta dni to już przedmioty dodatkowe, które ja zdawałam trzy:
- polski rozszerzony - polecam humanom lubiącym pisać, bo tutaj trzeba jednak trochę nabazgrać i to nabazgrać na temat. Jak zwykle jeden temat dotyczy liryki, drugi prozy. Ja (jak to ja) wybrałam prozę i temat który bardzo wpadł w moje gusta, współczesny, dotyczący porównania miasta przedstawionego w ''Sklepach Cynamonowych'' i ''Złym'' Tyrmanda. Przyznaję się bez bicia, że Schulza nie czytałam, Leopolda też. Mimo to uzyskałam 83% , więcej niż z podstawy. Tego egzaminu właśnie najbardziej byłam ciekawa. Miał on potwierdzić moje umiejętności, a klucza w internecie nie było do tej pory. I znów rada - rozszerzenie z polaka pozwala ''popłynąć'' bardziej niż na podstawie. 3 godziny pisania są po to, by w pełni wykorzystać zdolności literackie. Nie wystarczy lanie wody, by komisję zadowolić. Znów radzę dokładne wypisanie wątków, nawet tych które nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Po pierwsze kto jest bohaterem, jego odczucia, opinie, wnioski. Po drugie miejsce. Po trzecie czas - staramy się usadowić akcję w czasie.Jeśli jesteśmy pewni, że bohater żyje w czasach współczesnych autorowi określamy epokę czy wydarzenie historyczne. Jeśli mamy do porównania dwa teksty w rozpoczęciu, jak i w zakończeniu wyjaśniamy, dlaczego akurat te dwa teksty zostały zestawione, plus w zakończeniu zwracamy szczególną uwagę na różnice i podobieństwa. Ja przez pierwszą godzinę czytałam teksty i wypisywałam wszystko co przyszło mi na myśl. Kolejne dwie godziny to ''ubranie'' tego chaosu w słowa. O bogactwie językowym także nie zapominamy.
- wos - polityka, polityka, troche ONZ'u i troche problemów społecznych. Zawsze. Kto nie lubi polityki, niech weźmie historię. Ja nie lubię ani tego ani tego, wybrałam mniejsze zło konieczne. Ale żeby zdać i to nie najgorzej potrzebowałam wyuczyć się struktur politycznych w PL, rodzajów sądów i zadań najważniejszych organizacji międzynarodowych. Uczyłam się z Vademecum Operon'u, wszystko ładnie i czytelnie podzielone i logicznie opisane.
- biologia - zdawana przeze mnie w sumie nie wiem po co, raczej tak z czystej sympatii do przedmiotu. Zdana jako tako, fajerwerków się nie spodziewałam. Rada - uczyć się na bieżąco, powtórki mało dają w tej dziedzinie.
I na koniec jak zdać POLSKI USTNY na 100%
Nie wiem jak on będzie w kolejnych latach wyglądał, ale na wszelakie prezentacje poradnik uniwersalny.
- wybierz temat który Cię napawdę interesuje, a nie który wybrał najlepszy kolega/ koleżanka. Komisja nie lubi słuchać kilka razy (nawet dwa) o tym samym. A tutaj niestety od komisji wiele zależy. Ja wybrałam temat o buntownikach, bo książki z takimi postaciami najbardziej mnie intrygowały. Ponadto jako buntowniczkę przedstawiłam Małgorzatę z mojej ulubionej powieści ''Mistrz i Małgorzata'', mimo że nigdzie indziej ona tak przedstawiona nie została. Tak więc jej interpretacja była w stu procentach moja.
- sam napisz prezentacje. Zbierz vademecum, streszczenia, poszperaj w internecie na dobrych stronach poświęconych literaturze. Jeśli od początku swojej edukacji uczestniczysz w lekcjach polskiego, to po co płacić ludziom za coś co sam zrobisz lepiej? Dla mnie jest to nielogiczne, bo jest robieniem sobie źle. Pisząc już się najlepiej uczysz, później zostaje tylko ogarnięcie wypowiedzi.
- skup się na jednym, konkretnym motywie, którego wybrałeś i trzymaj się tematu. Wiadomo, że zawsze trzeba poruszyć inny wątek wynikający z pierwszego, ale nie należy przesadzać.
- ćwicz wypowiedź do skutku - do momentu kiedy nie uzyskasz tych 15min czasu. Nagrywaj się na kamerę, mów do lustra - wtedy zobaczysz sposób swojej gestykulacji, usłyszysz czy mówisz za wolno czy za szybko, wychwycisz momenty, w których się zacinasz.
- w dzień egzaminu, w domu powtórz wypowiedź ostatni raz. Nie zabieraj prezentacji ze sobą, nie bądź za dużo przed czasem, napij się wody. Wejdź, uśmiechnij się i mów. Kontroluj czas, ale bez stresu. Słuchaj pytań i odpowiadaj pewnie. Pewność siebie jest tutaj kluczem do sukcesu
Pewnie temat, który opisałam jest już nieaktualny dla tej części społeczeństwa zdającego maturę, która na sierpień nie czeka, ale na pewno przed majem 2015 go przypomnę. Tymczasem zachęcam do dzielenia się opinią i wrażeniami, tymi podobnymi do moich jak i zupełnie innych w komentarzach - tym bardziej że odblokowałam opcję dodawania ich dla niezalogowanych. Niebawem więcej postów, więcej recenzji i mały reportażyk... Tak jak obiecałam :) Enjoy plus powodzenia ziomkom, którzy wzięli matme poprawkową na celownik i w sierpniu ją pokonają. Ci, którzy odpuścili, niech zmienią decyzję. Poddawać się nie można! <3






Swoją maturke ustną z polskiego napisałam sama noc przed maturą. Rano powtórzyłam ja 2 razy. Pierwszy komentarz jaki dostałam od pani dyrektor cz. 'przepraszam, Ale muszę zapytać. ty ta pracę napisałaś czy po prostu wypisałaś sobie punkty i o nich opowiadałas?'. Czulam jak krew odchodzi mi z mózgu, oczy wytrzeszczone ze strachu i dramatyczne myśli 'no to oblalam. Na pewno nic nie zrozumieli, wszystko pewnie tak pokrecilam i zagmatfalam że się pogubili w tym co mówię na samym początku. Kur.wa'. Od razu odpowiedzialam że oczywiście że napisałam pracę i kopie mam na korytarzu, przecież mogę przynieść i pokazać!!! Wyszłam z sali egzaminacyjnej jak z tortur i nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Po godzinaaaach oczekiwania na wyniki, byłam ostatnia z 10 osób które miały wyczytana punktację. Jeszcze wydawalo mi się ze gdy już doszło do mojej osoby p dyrektor zrobiła krótką przerwę przed ogłoszeniem '100%'. Nie miałam pojęcia jak śmiesznie wyglądała moja twarz z tym wynikiem, i nadchodzącym komentarzem 'twoją praca była najbardziej naturalną i płynna prezentacja jaką do tej pory słyszałam. Oprócz tego bardzo interesująca. Gratuluję'. Więc według mnie, zawodowego lenia, klucz do sukcesu, wybierz temat który bardzo cię interesuje, możesz zarażać pasją komisje i płynąc bo to twój temat. Dodaj jakieś obrazy do interpretacji, nie zanudzisz komisji ciągłym monotonnym gadaniem i sam uporzadkujesz myśli, co może się przydać w stresujacych momentach. I dodaj swoją własną interpretację czegoś! Kreatywna, coś czego nie ma w książkach, Internecie. Swoją własną alternatywę, poparta rozsądnym argumentami. Do całej reszty nie przygotowywałam się w ogóle więc nie mogę nic dodać. ;) gratulacje, k.
OdpowiedzUsuń