środa, 15 stycznia 2014

How Sweety Day!

Jaram się tym cudem co mi dziś wyszłooo <3
  Potrzebowałam takich dni jak te.Chyba od roku nie miałam zwolnienia z powodu grypy,antybiotyku i dni wolnych od szkoły które nie są jakimś świętem narodowym czy innym.
 Wczoraj wracając od lekarza postanowiłam,że nie będzie to tydzień przeleżany plackiem przed telewizorem i zmarnowany na zamulanie.Dość już zmarnowałam na to ostatnio czasu,więc to odpowiedni moment by nadrobić zaległości i skupić się na zwykłych,ale potrzebnych wbrew pozorom rzeczach.Zazwyczaj umykają mi one gdzieś w rutynie codzienności.A rutyny nie znoszę i cieszę się że ostatnio udaje mi się z nią walczyć dzięki kilku osobom i kilku rzeczom.
   A więc jak tylko wstałam z łóżka włączyłam radio i wzięłam się za porządek w szafie.Zrobiłam zdjęcia sukienkom na sprzedaż,co też już dawno miałam zrobić.Wykorzystałam do tego celu wspaniałego manekina z pracowni mojej mamy i nowe funkcje mojego aparatu by profesjonalności stało się za dość.W międzyczasie upiekłam Muffinki z mojej nowej książki kucharskiej. Czekają na cudowne ozdobienie kremem :) Resztę dnia (niestety) zajęło mi sprzątanie po ciuchowej sesji i po pieczeniu ciastek przy dźwiękach Congo Natty, oraz telewizja (też niestety).
   Na koniec pachnąca,słodka kąpiel z czekoladową pianą ^^  i początek kolejnej nocy przed komputerem. Mam nadzieje że będzie równie inspirująca jak ostatnio.


Czuję się szczęśliwa,mimo wszystko. Wczoraj przeczytałam coś cudownego:

''Kiedy zgasło nade mną
słońce,
musiałam sama
stać się słońcem.

To było trudne ,ale teraz
jaka wygoda''.

No właśnie - to trudne i czasochłonne,ale myślę że najgorsze mam już za sobą.No i najważniejsze - to jest do zrobienia. A jeszcze kilka miesięcy temu myślałam że absolutnie nie.
Że nie ma ludzi,którzy chcieliby ze mną pogadać,przyjechać od tak z pudełkiem czekoladek i winem na moje urodziny,wyciągnąć mnie z doła,otrzeć łzy,potańczyć,pić ze mną Martini,bawić się przy dedykacji dla mnie.Że nie mam swojego życia.
  Dlatego potrzebowałam dnia takiego jak ten.Wtedy widzę swoje życie i tylko siebie w nim. Widzę w sobie dwudziestolatkę,wolną od zmartwień i pełną nadziei że już za kilka miesięcy jej się uda. Że pierwszy raz
zrobi to o czym marzy,że pójdzie w Ten świat.W świat który kocha i którego jeszcze nie widziała,ale który będzie jej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz