poniedziałek, 7 lipca 2014
Hip Hop Festiwal Kalisz - dzień II i III !
Jest poniedziałek, godzina 01:20. Niedawno wróciłam z ostatniego dnia festiwalu i piszę do was nie rano, nie jutro ani nie pojutrze, tylko na gorąco teraz, zanim się spakuje i wsiądę w auto. Tak, czeka mnie całotygodniowy wypad do Gdańska, tak więc dzieje się.
Sobota okazała się dla mnie osobiście najlepszym dniem HHFK. Wbiłam prosto na występ zespołu Ten Typ Mes, który pozytywnie mnie zaskoczył, mimo że wcześniej nie miałam okazji wgłębić się w ich twórczość. Muzyki Sokoła i Marysi Starosty słuchałam z oddali, siedząc i sącząc piwko, spod parasoli Żywca. Pod scenę wróciłam na Pokahontaz. Chłopaki dali nieźle popalić publiczności, która jak nigdy wcześniej się rozruszała do mega dobrych bitów. Dodatkowo sam Fokus wbił do nas ze sceny , a jako tribute dla Magika usłyszeliśmy ''Nowiny''. Jak dla mnie mega, mega pozytywne wibracje. Macie tego dowód w filmiku.
Ja osobiście czekałam najbardziej na Grubsona, udało mi się nawet dopchać do barierki. Mimo, że stałam obok szalejącej gimbazy płci żeńskiej, wyszalałam się tak, jak chciałam. Muzyka Grubsona i całego squadu jest ze mną od jakiś 3 lat i zawsze mnie wypełniała częścią muzyki, z jaką wcześniej nie miałam styczności. Prawdziwość, radosny przekaz. Typowy muzyczny antydepresant. Nie zawahałam się tego zdradzić Grubsonowi na zapleczu, na którego z resztą czekaliśmy jakieś 45 po koncercie, ale opłacało się. Sam Tomek za to zdradził mi, że na kolejnej płycie kawałek o depresji będzie, a BRK uznał że mam 17 lat, a mimo to polecił mi Keleris. Mam zdjęcia, płytę chłopaków z autografami i masę pozytywnej energii po przytulaniu do Grubego :D Cały zespół dał radę na scenie, a to jak chłopaki dbają o fanów (mimo że trochę każą na siebie czekać) przeszło moje oczekiwania. Pozdro dla Grubego, Brzucha i całej reszty. Jesteście zajebiści!
W niedzielkę, czyli jakby nie było dzisiaj, wybrałam się na Liroya. On podobnie jak Peja, dzięki mojej mamie wypełniał mi dzieciństwo. Koncert mnie nie powalił, za mało oldschoolowych kawałków które mógł zagrać, nie zagrał.
Później wbiłam dopiero na TEDEgo. Na zapleczu nie kazał na siebie długo czekać, za to rzeszę fanów jakoś pokonałam, udało się zrobić fotkę choć słabej jakości, plus zdobyłam autograf na koszulce. Też miłe zaskoczenie, bo znając aroganckie usposobienie owego rapera zachował się całkiem w porządku.
No i gwiazda całej imprezy, prosto z NYC- Jeru The Damaja. Zostałam z czystej ciekawości, bo nie znała ale warto było. Jeru na scenie gadał równe tyle co nawijał, w dodatku w części po polsku (odpowiednik słowa f*ck, polskie whisky i ''jestem tutaaaaj''). Beaty - typowy brookliński oldschool. Coś niesamowitego i już w dzisiejszym rapie mało spotykanego. Sama postać Jeru bardzo pozytywna, zdystansowana i wychillowana. Tak ma być.
Ludzie, jaram się ! Do samego końca nie wierzyłam, że Kalisz jest w stanie to ogarnąć, ale jak napatrzałam się na to grube 3 dni z rzędu to uwierzyłam. I powiem wam jedno - żadna ilość alkoholu, żadna ilość zioła ani innej chemii nie da wam tyle co chemia będąca w was, czyli endorfiny połączone z mocną dawką konkretnego hip hopu na żywo. Ja jestem teraz jedną wielką endorfiną, jednym wielkim chill-outem. Polecam to uczucie. A teraz zwijam nad morze, elo! <3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz